Ciało i krew

Słońce w zenicie. Stoję, nie rzucam cienia, jak wampir. Z pobliskiego kościoła słychać śpiew. Głowa boli, choć nie ma upału na tych dwóch tysięcy metrów. To coś rozsadza od środka. Pójdę do szamana, zapewne wygoni. – Tutaj wszyscy chodzą. – Wydeptana ścieżka od kościoła i z powrotem. W małej chatce stoi wielki krzyż kupiony na bazarze. Mieni się kolorami tęczy. Obok widać palenisko, płonie ogień; dalej – świnki morskie biegają w klatce. Wchodzę. Nie umiem mówić, więc pokazuję na głowę gestem, jak mnie ściska. Chyba zrozumiał. Odwraca krzyż plecami do przodu, roznieca płomień, gasi. Wyjmuje jedną ze świnek, rozcina ciałko szybkim ruchem noża. Krew. Owalnymi ruchami napełnia dymem konające zwierzę. Już. Każe przyklęknąć, położyć głowę na kolanach, dotyka świnką skronie. Najpierw jedną, potem drugą. Resztki krwi kapią. Mruczy coś pod nosem, potem robi: pffffffff. Przykłada krzyż do karku, czuję dotyk lepkiego plastiku. Już! – Głowa przestaje boleć. – Pisze na kartce piątkę. – Pięć dolarów, wyciągam banknot, on stawia krzyż Jezusem do przodu. Wychodzę, kłaniając się w pas. Muszę się spieszyć, bo wierni podążają z kościoła.

Opublikowano art | Otagowano , , , | Skomentuj

***

blade słońce

mgła zawisła nad miastem

ostrza dachów

Opublikowano art | Otagowano , , | 5 komentarzy

wosk (haiku)

kap kap kap
pochylona świeca
wnętrze świątyni

Opublikowano art | Otagowano , , | 1 komentarz

Z perspektywy umierania nie będziemy mieli alternatywy

Czas najpierw szedł powoli
przechadzał się po tafli jeziora
we mgłach jego zarys
pachniał sosną wiatrem w koronach
był zbitym z dwóch gałązek krzyżem
kapał słowami z kartki
naiwnymi pierwszymi
jak miłość niewinnymi

później coraz szybciej
od wyjazdu do wyjazdu
pomiędzy nimi kurczył się
jakby chciał ostrzec

przyspieszał
dzień do dnia
wczoraj kochałem
nasz syn
byłby w jej wieku
wtedy

dzieci?
bez przystanku
zegar bim-bom

pobudka
z przedszkola
zły – dobry
sen

powszednie święto
słowa na kartce
o iks lat później
bardziej ślepe

kiedyś się kończy
droga
urwisko
nagle
zła wiadomość
albo nie

kończy się

Opublikowano art | Otagowano , , , , , | 6 komentarzy

Zabawa

Rządzącym i poddanym, którzy ich wybrali

Kara
Kara bez winy
Kara-biny
Wina
Wina bez kary
Giną-bez-kary

Czas niespokojny
a słowa gną się
w przeczucie
wojny

Opublikowano art | Otagowano , , , , | 2 komentarzy

Resurectio

spotkała Jezusa
Maria Magdalena
gdy wracając od grobu
nie znalazła ciała

stanął przed nią
„odejdź kobieto” rzekł
„nie dotykaj”
„nie idź za mną”
bo tam gdzie ja
nie ma życia

jest śmierć każdemu
kto przeszedł

gdy wniebowstąpię
coraz duszniej będzie
na chmurze brak powietrza
wyżej rozrywa próżnia
na strzępy

to twe Niebo
wymarzone

„Noli me tangere”
tak powiedzieć miałem
nie znając łaciny

Opublikowano art | Otagowano , , , , | 10 komentarzy

Erotyk pośredni

trzecia rano
pierwszą kawę do przełyku wlewam
zapomniałem o trzech kwestiach
jak żyć, po co i kim jestem
blizan duszy usiadł blisko
tak powiedział że zalewam
rzeczywistość oczywistość
on dotyka swym szelestem
kawa duszkiem wypijana
do rana daleko. ziewam

ale nie będę dzisiaj spać
pęknięcia skóry otwarte
pomyślałem: karczowisko
wszędzie widać nie las a pnie
zaryglowałem wspomnienia
blizan siateczki utyka swe
aniele kim jesteś spytam
dotknie ustami powie – nie
pytania będziemy zadawać w dzień

pytania były zadane
nie dostałem odpowiedzi
blizanie kim jesteś wołam
ty nie odpowiadasz wcale
kładziesz na moją twarz dłonie
skąd przychodzisz umiesz wiele,
tkasz z krwi. potężne narzędzie
narodzenia i zniszczenia
jak przez mgłę imaginację karłowatych brzóz
z traw halę

blizanie zabliźniasz rany
później wyrosną w keloid
nie
dotykasz powiekę opuszką palca
jednak koisz…
…siebie i mnie.

Opublikowano art | Otagowano , , , , | 4 komentarzy

Poranek, wschód słońca

Obudził mnie wcześnie. I ciebie też. Wściekła znów grozisz wyprowadzką. Jestem osłem do bicia, może to i tak lepiej, niż gdybyś zaczęła pić. Zbierasz, jak kontener ze śmieciami wrzaski dzieci, ich kłótnie. Czasami dostaje się mnie. Od ciebie.
Tak jak jest kolejność dziobania, tak i kolejność bicia. W końcu i tak uciekłem do pokoju. Siedzę i piszę, zamiast „zajmować się dziećmi”. – A one i tak wołają „Mamo”. – Tato jest dobry do fikania koziołków na materacu. – I tak nie będę z nimi rysować.
Jesteś zmęczona, wymordowana rotawirusem – staram się rozumieć twój wkurw. Teraz ja jestem kontenerem na śmieci. – Rzucasz, że nie kocham dzieci; ciężki kaliber.
Czasami też chciałbym uciec. Wyłączyć telefon i zaszyć się gdzieś w gąszczu. Nie mam wielu znajomych, do których mógłbym wyjechać. Wzeszło słońce, mgła za oknem, jutro do pracy trzeba będzie iść. Jesteśmy na minusie, to moja wina, moja choroba, moja… Nadużycie w dzieciństwie często objawia się lękiem przed wejściem do kościoła. Czuję się winny, to trudno rozwiać. Lepiej nie chodzić, i tak nic nie wymodlę…
Nie chodzimy do kościoła. Ty po terapii, ja po psychozie. W chorobie przypomniały się wyparte wspomnienia. A kobiety nie są niewinne i krzywdzone przez mężczyzn, jak powtarzała Mama do znudzenia… Później ściągnęła mi majtki.
Nabieram wściekłości. Złości na kobiety w ogóle. W szczególe, gdy słucham wynurzeń ofiar przemocy. – Nie masz wcale tak źle, porównuję z innymi. – Moje śmieci za chwilę wysypią się na zewnątrz. Co wtedy?
Zamknę się w pokoju. Zrobię ciszę.

Opublikowano art | Otagowano , , , , , | 6 komentarzy

Dziecięcy Anioł

gdy była mała widziała Anioła
swojego Stróża w nocy i za dnia
miał na imię Kokuś

teraz już starsza pozapominała
imienia i w ogóle o obecności
Anioła o którym nie przypominałem wcale

rozpłynął się w latach kiedy uchodzi naiwność
dziecka
z biegiem lat zabiła swojego Kokusia

Opublikowano art | Otagowano , , , | 6 komentarzy

(…)

Spleen.
O czwartej zapada zmrok, smog wpada przez uchylone okno. Wewnątrz jest ciepło, sucho i smutno. Zbyt długich nocy nie rozproszy światło lampy. Skrzypi zawias, zamykam…
…okno, drzwi, siadam na fotelu, przymykam oczy. Drażni śmiech dzieci z drugiego pokoju. Zapadam we wspomnienia. Niepotrzebne, zbyt późne, nie na miejscu…
Czas, gdy przed świtem stałem w na schodach wiodących na Krużganki, rozpalały się ogniki świec, coraz więcej drżących twarzy w chybotliwym świetle. Roraty. Zwykła msza o poranku, jeszcze przed pracą; obok kobieta pachniała w moją stronę; myliłem modlitwę z estetyką. Mój Bóg, niespójny, był. Czułem Jego obecność.
„Nie będziesz miał bogów cudzych przede mną”. Nie myślałem o pierwszym przykazaniu. Życie na haju trwało jeszcze kilka miesięcy, umarło, gdy kwitły kasztany.
Spleen.
W taki Czas – moja noc poślubna. Bez sakramentów, bez zobowiązań. Była tylko miłość i pragnienie. Nie trzeba więcej. Pomyliłem Boga z bogiem. Teraz to wiem i nie zmieniłbym tamtych błędów, gdyby przyszło żyć po raz drugi.
Ale nie przyjdzie.
Dzisiaj różni się bardzo: mam parę lat więcej, kolejne doświadczenia: koszty płacone za wielką miłość są ogromne. Był listopad. Smog nad miastem, mniej nowych ulic i bloków. Byłem kimś innym, z głową wysoko, wysoko…we mgle. Wzrok nie zawsze bywa niezbędny…
(…)
…lata. Potrafię wreszcie przejść do porządku dziennego nad wspomnieniami. Spleen, jak co jesień. Dni krótkie, będzie tak przez kilka miesięcy. Wzrok psuje się od jarzeniówek, częściej bywam zmęczony. Dzień nie rozprasza zawiesiny dymu i pary. Czasem myślę sobie, że mogłoby go nie być. I tak nic nie widać, powietrze nie porusza się, ktoś niedaleko pali plastikiem w piecu: gryzący w oczy smród. Dzieci znów przeziębione, ochrypł mój głos od niemówienia, czekam na północ, żona znowu powie:
- Idź wreszcie spać.
Pójdę. Znowu coś obudzi o czwartej. – Kilka godzin dla siebie, zniknie dym, będzie cisza przerywana tylko krótkim szlochem.
Moje dzieci mają niedobre sny.

Opublikowano art | Otagowano , , , , , , | 9 komentarzy