Mały człowiek

to pogodne dziecko
mówi ‘ta-ta’
bardzo zwinny
ruchliwy
już wychodzi na meble

prawie zawsze budzi się z płaczem
prawie zawsze budzi się z płaczem
prawie zawsze budzi się
i ucieka

Opublikowano art | Otagowano , , , | 6 komentarzy

Ekran

A co? Przeczytałem. Zasady zachowania „prywatności” firmy Intel®.
To gigant na rynku. Produkuje praktycznie wszystkie podzespoły do komputerów. Od płyty głównej po karty sieciowe.
I co?
W skrócie: Intel® może wszystko. Porozumienie z Unią Europejską wymusiło opisanie tego w przystępnym języku. Firma może handlować danymi. Zbiera informacje osobiste od wyglądu, numeru karty kredytowej, po PESEL, adres i stan zdrowia.
Snowden wypuścił Dżina z butelki. Myślę, ze nie o to mu chodziło, może wierzył w ludzi…?
Teraz podgląda każdy. Jeśli masz oprogramowanie „open-source” przeczytaj najpierw, jakie zmiany wprowadził w nim ten, czy tamten. „Open-source” nie ma ‘zasad prywatności’. Linux, to najniebezpieczniejszy system na świecie. Firefox – najbardziej „dziurawa” przeglądarka.
Używam Firefoxa. Używam kopalni bitcoinów Intela®. Teraz to już nieistotne, czy zagląda ci do dupy Intel®, Google®, Microsoft®, czy kto bądź, choćby Izba Skarbowa…
Przerażenie. Jeszcze mogę wyrzucić cały sprzęt przez okno, zaszyć się w lesie i żywić jagódkami. Jeszcze nikt nie uszczęśliwił Świata przez wszechobecny Internet.
Słuchasz płyty w zaciszu domowym, na nowiutkim odtwarzaczu, z blutuczem i Wi-fi. Nawet nie wiesz, że twoją płytę czyta maszyna wirtualna, nie mechanizm z ząbkami i trybikami.
Onanizujesz się przez TV, gdzie leci pornol, włączyła się kamerka, bez światełka, dyskretnie. – Zawsze można ujawnić te dane…
Jak w roztopione masło wchodzimy w totalitaryzm.

Opublikowano nowe technologie, publicystyka | Otagowano , , , , , , | 4 komentarzy

Ręka

Kładę wielką dłoń na twą małą rączkę. Śpisz niespokojnie, noc czarna. Czy…
…odgonię złe sny?
Czy odgonię, synku…?
Dotyk. Uspokajasz się……….

Opublikowano art | Otagowano , , , | 7 komentarzy

Córeczka-Gwiazdeczka

Córce. Ukochanej a tak zazdrosnej o Braciszka

Na imię miała Gwiazdeczka.
Przyjechała w brzuszku Mamy z dalekiego kraju. Wyczekane, wymodlone przez rodziców dziecko. Maluszek, którego nie było i nagle powstał. Gdy się rodziła, Tata nagle zobaczył, że jest dziewczynką. Wcześniej nie wiedzieli, kim będzie.
Na imię miała Gwiazdeczka.
Najpierw malutka, później coraz starsza. Mama i Tata byli dla tylko niej a ona była dla nich. Rodzice chodzili z nią na spacery, karmili, a gdy nie chciała się kąpać, lub nie mogła zasnąć, śpiewali piosenki. Lubiła, gdy czytali jej książeczki, kilkanaście razy tę samą tak, że chcąc-nie-chcąc uczyła się ich na pamięć. A gdy wpadała w złość, rzucała zabawkami przez cały pokój.
Ona i Oni. Tylko dla siebie.
Pewnego dnia Mama poczuła, że w brzuszku dzieje się coś dziwnego. Ruszało się, kręciło… Poszła do lekarza.
- Ciąża – powiedział Doktor. – Jest pani w ciąży.
Czyli, że Mama urodzi drugie dziecko.
Gwiazdeczka rosła i rosła. Coraz więcej rozumiała. Nauczyła się mówić. Mama i Tata nie wiedzieli, jak jej powiedzieć, że niedługo nie będzie jedynaczką. Że będzie miała Braciszka.
W końcu powiedzieli. Ucieszyła się Gwiazdeczka.
„Będę się miała z kim bawić” – myślała.
W końcu urodził się Promyczek. Przyjechał ze szpitala do Domu, ale po kilku dniach musiał wracać.
Był chory. Bardzo chory.
Tato został z Gwiazdeczką sam. Mama pojechała z Promyczkiem karmić go i przewijać.
Gwiazdeczka najpierw płakała. Mama była zawsze. Na każde zawołanie, płacz…
Gdy córeczka chciała jeść, Mama od razu szykowała coś dobrego. Przytulała, śpiewała…
A teraz tylko z Tatą.
Po kilku dniach okazało się, że nie taki straszny ten Tata. Wziął ją do domku w górach, karmił, śpiewał piosenki. – Znowu była najważniejsza i jedyna. Tak jak zawsze. Tak jak dotychczas.
Jednak nocą śniły jej się koszmary. Że Mama zniknęła, że Promyczek nie wróci. Budziła się z płaczem, Tato przytulał…
Wrócili. Mama i malutki Promyczek. Gwiazdeczka cieszyła się, całowała braciszka, nawet chciała go karmić, chociaż nie umiała.
Pokochała Promyczka. A dla niego była, od zawsze, starszą siostrą, która uczyła go śmiesznych rzeczy, wymyślała zabawy. Naśladował ją we wszystkim, w czym umiał i nie umiał.
Ona, on, Mama i Tata.
Po niedługim czasie Gwiazdeczka zauważyła, że braciszek pochłania bardzo dużo uwagi rodziców. Mama już nie była tylko dla niej. Ani Tata.
Promyczek krzyczał, robił kupy, ciągle był głodny. Gdy rósł, stawał się coraz bardziej ruchliwy. Rodzice musieli go pilnować, żeby nie stało się coś złego.
Tak jak pilnowali kiedyś Gwiazdeczki, kiedy była malutka.
Dziewczynka zaczęła myśleć, że rodzice nie kochają jej tak, jak dawniej. – Gorzej: że kochają ją mniej. Było jej źle, smutno…
Tata nadal pisał wiersze dla córeczki. Robił jej zdjęcia, usypiał. Mama chodziła na spacery, dawała jeść, tuliła, gdy Gwiazdeczka płakała…
Nie była sama. Był też Promyczek. Braciszek, z którym musiała dzielić się miłością rodziców.
To dobrze i źle. Raz dobrze, bo bawili się i śmiali. Raz źle, gdy na chwilę zostawała sama, bo Mama pognała na uciekającym synkiem, który właśnie próbował zejść z balkonu, z pierwszego piętra. Albo grzebał w kontakcie, czy nie chciał jeść.
Dobrze i źle. Raz dobrze, raz źle.
Czy może być dobrze i źle jednocześnie?
Gwiazdeczka złościła się coraz bardziej. Już nie chciała jeść i rzucała zabawkami, obrażała się, gdy mama z kimś rozmawiała. Co chwilę, z byle powodu, z wielkim krzykiem, uciekała do sypialni.
- Nie, nie, nie!!!
Jednak kochała Promyczka.
Kiedyś przyśnił jej się sen. Nad ranem, gdy zasnęła na chwilę przy boku rodziców. W tym śnie spotkała Anioła.
- Kim jesteś? – zapytała.
- Jestem Aniołem – odpowiedział. – Przysłano mnie tu, bym spełnił twoje dwa życzenia. Ale tylko dwa. Zastanów się dobrze, o co prosisz.
- Chcę, by wszystko było tak, jak dawniej. Żeby Mama i Tata byli tylko dla mnie.
- Na pewno tego chcesz? – zapytał Anioł jeszcze raz.
- Tak – powiedziała.
I zniknął Promyczek. Została sama. W domu zrobiło się dziwnie pusto i smutno. Nie było słychać gaworzenia Promyczka. Zniknęły jego pieluchy i zabawki. Nawet łyżeczka i talerzyk. Nie miała się z kim bawić w różne śmieszne zabawy. Było cicho. Bardzo cicho.
- Nie, nie, nie! – zawołała. – Aniele zwróć mi braciszka. Tu jest tak smutno a ja go kocham.
- Ale już nie będzie tak, jak dawniej. Rodzice nadal cię będą kochać, lecz będziesz musiała nauczyć się dzielić nie tylko zabawkami ale i ich miłością.
- Wróć mi Promyczka, Aniele. – Zawołała Gwiazdeczka. – Tego chcę.
- Dobrze – rzekł Anioł.
Obudziła się. W łóżeczku leżał Promyczek. Rodzice jeszcze spali. Było tak, jak przed snem. Ale Gwiazdeczka zrozumiała, że Mama i Tata kochają ją tak, jak dawniej. I że jeszcze kocha ją ten mały smyk – jej Brat.

Opublikowano art | Otagowano , , , , , | 4 komentarzy

Za rękę

Moje dzieci mają takie oczy, jak ja
Dawne Miłości pozmieniały nazwiska
Przeszłość zakrył dach
Nocy…

Na twarzy cień, jak zwykle
W sercu miażdżyca
Krótki oddech nie pozwala
Wyjść…

Noc za mną, przepaść przede mną
Bóg jest daleko, bliżej do Anioła Stróża
Który bierze za rękę, prowadzi…
…dokąd?

Tam…

Opublikowano art | Otagowano , , | 12 komentarzy

„Jezu, ufam Tobie…” Zapomniałem, jak to szło dalej.

Pomyliłem się, wybrałem źle.
Teraz nie mam siły dla
tych, co najważniejsi
wypaliłem się dla obcych.

Czterdzieści lat, to bliżej do starości.
Inercja ciągnie w dół,
bronię integralności
mnie.

Kawa za kawą
nie dają siły,
dawno przestały,
piję z przyzwyczajenia.

Złości hałas, tak potrzebny
do Życia.
Jestem przedsionkiem
Śmierci,
jestem Nic
Pustka
Wieczność.

To nie tak, nie tu, nie w ten sposób.
Za późno na żal,
jednak przychodzi, bo
najgorzej wybrać źle.

Opublikowano art | Otagowano , , , , | 6 komentarzy

Zagrożenie bezpieczeństwa…

Nie, nie, nie!
Nie zamierzam wracać do takiej pracy. Szpital nadal nie ma podpisanej umowy na leczenie chorych somatycznie. Zbliżają się Światowe Dni Młodzieży. Miliony ludzi z całego świata, niektórzy trafią do Szpitala Babińskiego. Jeśli ktoś dostanie, na przykład, zawału, mogę go wypisać do domu i tylko do domu. Albo leczyć jak umiem. A nie umiem.
Pan Prezes-Dyrektor Kracik REMONTUJE.
Tak, remont jest ważny.
Prezes ma dobrą prasę.
Umowy nie będzie.
Wypisuję się stąd.
O zwykły rozsądek muszę pisać pisma, odmawiać pracy w bardzo, bardzo złych warunkach, gdy…
…nazajutrz okazuje się, że nie cały oddział musiał mieć wszystkie okna zabite dechami. Że nikt nie robił jeszcze nic z remontu elewacji.
Nie chcę tak.
To Miasto śmierdzi. Poszukam pracy gdzieś indziej, mogę dojeżdżać…
Pracowałem tu osiemnaście lat. Trzymali ludzie. Teraz przeniesiono mnie „za zgodą” do Zespołu, gdzie większość personelu boi się pacjentów.
Absurd? – Nie, zdarza się nie tak rzadko. – Im wyższe dawki ordynowanych leków, tym większy lęk przed chorym. – Łatwo poznać…
Znikam, jak kamfora znikająca szybko, gdy ją rozlać. Pozostaje zapach. Ostry.
Niektórzy go lubią. – Gwarantuje aseptyczność…

Opublikowano lekarze, publicystyka | Otagowano , , , , , , | 2 komentarzy

Lepiej, że…

źle
smutno i źle
nie śpię
chyba że
dwie godziny
i jeszcze dziesięć minut
w dzień

Miałem pacjenta
staczał się
w końcu
od święta
potrafił skosić trawnik
w ogrodzie
(do połowy)
żona
rozmawiała przez telefon
ze mną
on się powiesił
miał
przyklejony uśmiech
i nic więcej

Lepiej że umarł.

Opublikowano art | Otagowano , , , | 7 komentarzy

Żyli długo i szczęśliwie (z Bajek dziecięcych)

Ona czyta gazetę. On gapi się w komputer. Ona wściekła się na Dziecko w trakcie obiadu, wzięła to Drugie i wyszła. On wie, że ta cała złość jest na Niego. Teraz milczą. Dzieci śpią. Ona wyszła, On udaje, że śpi.
Dziecko zupełnie niepotrzebnie płakało wołając: „mamo-mamo…” On nie odezwał się. Skończył obiad, pomógł Małej przy jedzeniu, wziął dla Niej talerz z drugim daniem.
Cisza.
On wścieka się powoli. Narasta ucisk w żołądku, próbuje uciec w sen, spirala bez-głosu nakręca się. Pracują mięśnie żuchwy.
Nie pojadą nad jeziorko, gdy dzieci wstaną. – Raczej Ona gdzieś pójdzie, zostawiając mu na głowie dwójkę. – „Niech zobaczy, co to znaczy”.
On wie.
Albo On powie, że nigdzie nie jedzie.
Ona wyszła. Na stole leży rozłożona gazeta. Jakiś głupi artykuł nie doczytany do końca. – Zaczęty w ogóle?
Nad stołem krążą muchy.
Krążą muchy.
Muchy.

Opublikowano art | Otagowano , , , , , | 2 komentarzy

Marketing (Z historii pacjentów, których miałem czas wysłuchać)

Sprzedała Dom. Rodzinny dom jego Mamy. On wziął połowę, ona drugą… Sprzedała domek z gliny, jako zbudowany z żużlu. Sprzedała drogo…
Dobrze, że on nie maczał w tym palców. – Ustalenia były takie, że jeden z braci bierze spadek po dziadku, drugi – po starszej, bezdzietnej pani. Ustalenia były ustne. Uszanowali.
Dom sprzedano drogo. Był tam później jeszcze raz. Matka nowego właściciela płakała:
- Oszukała nas, oszukała…
Nic nie powiedział. – Głupio wyszło…
Ona z mężem i swoją matką kupiły nowe mieszkanie w Mieście. I w górach, żeby móc jeździć na wakacje. Kupiły też nowy dom. Jej matka zawsze kreowała się na „biedną nauczycielkę”. Trochę za bardzo weszła w ich rodzinę. Trochę – chyba – ją rozbiła.
On uciął kontakty z rodziną generacyjną. Powinien porozmawiać z ciotką, zanim umrze. Kiedyś rzucił temat przez telefon. I tyle. Temat-rzeka, telefon, próżnia…
Z rodziną najlepiej wygląda się na zdjęciu.
Chciwość rodzi chciwość. Chęć posiadania chęć posiadania jeszcze więcej.
Znam jeszcze sprawę grobu matki braci. Powtarzalny schemat, lecz to historia nie na dziś.
Normalna, patologiczna rodzina. Jest takich wiele: „porządni” rodzice, „grzeczne” dzieci. – Już mi rośnie nowe pokolenie pacjentów. Administratorzy Fejsbuka rzygają z nudów……………………..

Opublikowano art | Otagowano , , , , , | Skomentuj