Resurectio

spotkała Jezusa
Maria Magdalena
gdy wracając od grobu
nie znalazła ciała

stanął przed nią
„odejdź kobieto” rzekł
„nie dotykaj”
„nie idź za mną”
bo tam gdzie ja
nie ma życia

jest śmierć każdemu
kto przeszedł

gdy wniebowstąpię
coraz duszniej będzie
na chmurze brak powietrza
wyżej rozrywa próżnia
na strzępy

to twe Niebo
wymarzone

„Noli me tangere”
tak powiedzieć miałem
nie znając łaciny

Opublikowano art | Otagowano , , , , | 10 komentarzy

Erotyk pośredni

trzecia rano
pierwszą kawę do przełyku wlewam
zapomniałem o trzech kwestiach
jak żyć, po co i kim jestem
blizan duszy usiadł blisko
tak powiedział że zalewam
rzeczywistość oczywistość
on dotyka swym szelestem
kawa duszkiem wypijana
do rana daleko. ziewam

ale nie będę dzisiaj spać
pęknięcia skóry otwarte
pomyślałem: karczowisko
wszędzie widać nie las a pnie
zaryglowałem wspomnienia
blizan siateczki utyka swe
aniele kim jesteś spytam
dotknie ustami powie – nie
pytania będziemy zadawać w dzień

pytania były zadane
nie dostałem odpowiedzi
blizanie kim jesteś wołam
ty nie odpowiadasz wcale
kładziesz na moją twarz dłonie
skąd przychodzisz umiesz wiele,
tkasz z krwi. potężne narzędzie
narodzenia i zniszczenia
jak przez mgłę imaginację karłowatych brzóz
z traw halę

blizanie zabliźniasz rany
później wyrosną w keloid
nie
dotykasz powiekę opuszką palca
jednak koisz…
…siebie i mnie.

Opublikowano art | Otagowano , , , , | 4 komentarzy

Poranek, wschód słońca

Obudził mnie wcześnie. I ciebie też. Wściekła znów grozisz wyprowadzką. Jestem osłem do bicia, może to i tak lepiej, niż gdybyś zaczęła pić. Zbierasz, jak kontener ze śmieciami wrzaski dzieci, ich kłótnie. Czasami dostaje się mnie. Od ciebie.
Tak jak jest kolejność dziobania, tak i kolejność bicia. W końcu i tak uciekłem do pokoju. Siedzę i piszę, zamiast „zajmować się dziećmi”. – A one i tak wołają „Mamo”. – Tato jest dobry do fikania koziołków na materacu. – I tak nie będę z nimi rysować.
Jesteś zmęczona, wymordowana rotawirusem – staram się rozumieć twój wkurw. Teraz ja jestem kontenerem na śmieci. – Rzucasz, że nie kocham dzieci; ciężki kaliber.
Czasami też chciałbym uciec. Wyłączyć telefon i zaszyć się gdzieś w gąszczu. Nie mam wielu znajomych, do których mógłbym wyjechać. Wzeszło słońce, mgła za oknem, jutro do pracy trzeba będzie iść. Jesteśmy na minusie, to moja wina, moja choroba, moja… Nadużycie w dzieciństwie często objawia się lękiem przed wejściem do kościoła. Czuję się winny, to trudno rozwiać. Lepiej nie chodzić, i tak nic nie wymodlę…
Nie chodzimy do kościoła. Ty po terapii, ja po psychozie. W chorobie przypomniały się wyparte wspomnienia. A kobiety nie są niewinne i krzywdzone przez mężczyzn, jak powtarzała Mama do znudzenia… Później ściągnęła mi majtki.
Nabieram wściekłości. Złości na kobiety w ogóle. W szczególe, gdy słucham wynurzeń ofiar przemocy. – Nie masz wcale tak źle, porównuję z innymi. – Moje śmieci za chwilę wysypią się na zewnątrz. Co wtedy?
Zamknę się w pokoju. Zrobię ciszę.

Opublikowano art | Otagowano , , , , , | 6 komentarzy

Dziecięcy Anioł

gdy była mała widziała Anioła
swojego Stróża w nocy i za dnia
miał na imię Kokuś

teraz już starsza pozapominała
imienia i w ogóle o obecności
Anioła o którym nie przypominałem wcale

rozpłynął się w latach kiedy uchodzi naiwność
dziecka
z biegiem lat zabiła swojego Kokusia

Opublikowano art | Otagowano , , , | 6 komentarzy

(…)

Spleen.
O czwartej zapada zmrok, smog wpada przez uchylone okno. Wewnątrz jest ciepło, sucho i smutno. Zbyt długich nocy nie rozproszy światło lampy. Skrzypi zawias, zamykam…
…okno, drzwi, siadam na fotelu, przymykam oczy. Drażni śmiech dzieci z drugiego pokoju. Zapadam we wspomnienia. Niepotrzebne, zbyt późne, nie na miejscu…
Czas, gdy przed świtem stałem w na schodach wiodących na Krużganki, rozpalały się ogniki świec, coraz więcej drżących twarzy w chybotliwym świetle. Roraty. Zwykła msza o poranku, jeszcze przed pracą; obok kobieta pachniała w moją stronę; myliłem modlitwę z estetyką. Mój Bóg, niespójny, był. Czułem Jego obecność.
„Nie będziesz miał bogów cudzych przede mną”. Nie myślałem o pierwszym przykazaniu. Życie na haju trwało jeszcze kilka miesięcy, umarło, gdy kwitły kasztany.
Spleen.
W taki Czas – moja noc poślubna. Bez sakramentów, bez zobowiązań. Była tylko miłość i pragnienie. Nie trzeba więcej. Pomyliłem Boga z bogiem. Teraz to wiem i nie zmieniłbym tamtych błędów, gdyby przyszło żyć po raz drugi.
Ale nie przyjdzie.
Dzisiaj różni się bardzo: mam parę lat więcej, kolejne doświadczenia: koszty płacone za wielką miłość są ogromne. Był listopad. Smog nad miastem, mniej nowych ulic i bloków. Byłem kimś innym, z głową wysoko, wysoko…we mgle. Wzrok nie zawsze bywa niezbędny…
(…)
…lata. Potrafię wreszcie przejść do porządku dziennego nad wspomnieniami. Spleen, jak co jesień. Dni krótkie, będzie tak przez kilka miesięcy. Wzrok psuje się od jarzeniówek, częściej bywam zmęczony. Dzień nie rozprasza zawiesiny dymu i pary. Czasem myślę sobie, że mogłoby go nie być. I tak nic nie widać, powietrze nie porusza się, ktoś niedaleko pali plastikiem w piecu: gryzący w oczy smród. Dzieci znów przeziębione, ochrypł mój głos od niemówienia, czekam na północ, żona znowu powie:
- Idź wreszcie spać.
Pójdę. Znowu coś obudzi o czwartej. – Kilka godzin dla siebie, zniknie dym, będzie cisza przerywana tylko krótkim szlochem.
Moje dzieci mają niedobre sny.

Opublikowano art | Otagowano , , , , , , | 9 komentarzy

Nie będziesz miał bogów cudzych przede mną

znowu się zabliźnią me otwarte rany
w podwiązanych żyłach będzie płynąć krew
zamiast boga będę twoim ukochanym
pierwsze przykazanie? nie – miłości zew

cofnę Czas ilu z was dokonało tego
wskazówki zegara zatrzymam i w tył
przesunę po prostu ciało swe otworzysz
będę tym jedynym jakbym bogiem był

pierwsze przykazanie odeszło w dal siną
bogiem swoim byłem a drugim to ty
zapach dobrze znałem twój zapach i wina
moja. choć nie zawsze Bóg okrutny był

boga mojego mi zabrałaś
bóg odszedł nic nie zostawił
przed lustrem twarz ma zszarzała
pustym wzrokiem się zabawił

dotyku nie wykorzenisz
choćbyś dwie doby czyściła
zostanie jeśli się zmienisz
nawet gdybyś się zmieniła
w dziwkę

bóg odbity w cudzych oczach
jest złudzeniem krwią nie broczy

Opublikowano art | Otagowano , , , , | 8 komentarzy

Chłopiec z „miłością” w tle

wykastrowany przez mamę toksyczną miłością
nie potrafiłem dostrzegać realnego świata
zakochiwałem się w gwiazdach odległych dalekich
nie próbujących udawać że to jest właśnie TO

mama wtłoczyła mi w głowę bzdury o kobietach
że takie biedne wrażliwe wykorzystywane
przez złych mężczyzn pastwiących się na subtelnych kwiatkach
członek we wzwodzie nic nie mógł. mamusiu kochana
dałaś mi tyle dobrego i zabrałaś młodość
zbilansowaną zawsze źle chociaż być może nie
miałaś złej woli zniszczenia tylko chciałaś szczęścia
tak wychodzi kiedy tato jest banitą w domu
a matka niebem i ziemią nie złorzeczyłem jej

uciekałem jak umiałem z drogi nie zbaczałem
musiałem być zakochany zamiast wąchać kleje
Miłości moje dalekie często nie wiedziały
nie próbowały pokazać że miedzy nami nie istnieje
nic

mężczyźni wykastrowani tak jak ja bez fiuta
fura skóra i komóra miłość bliska z buta
eunuchowie przywiązani przez matki ich łzami
którzy kochają nad życie wyłącznie swą mamę
i nikogo więcej

przejrzałem kiedy umarłaś i zostawiłaś brak
nie urodziłaś córeczki poród zamęczył cię
nie dostałaś swej modlitwy nie było spełnienia
poczułaś się oszukana chociaż modlitwy twe
miały ulecieć do nieba i spełnić błagania

mnie spieprzyłaś moją młodość nie buntowałem się
trzymany mocno za jaja tłumił występki ból
młodość minęła tak szybko w dorosłym życiu lęk
przed bliskością z kobietą przed związkiem z człowiekiem też

bilans życia wypada źle ja nie zabiję się
choć powinienem tak czuję. jednak nie jednak nie
nieudane samobójstwa to wielka żenada
nikt nigdy nie da gwarancji że będą udane
nie tak jak sznyty na ciele. nie będą widziane
gdyby udało się

Opublikowano art | Otagowano , , , , | Skomentuj

Kto to?

używam swojego imienia
z przyzwyczajenia
tak mam w papierach
z odciskami palców
imię i twarz w nadawanych numerach
to dla służalców
urzędów, co dbają o to
by brakło lub nie brakło jedzenia
brak imienia
uniemożliwia klasyfikację odmienia
status na nieżywego
niezmielonego
przez magiel dążenia
do określoności przynależności i zależności

od świata segregatorów i supermarketów
tabletów etatów poetów
daleko od Absolutu
Boga za zasiekami z drutu
n i e z o b a c z y s z
korzystając z imienia

pozbyłem się go
nic to nie zmienia
codziennie zbliżam się do więzienia
dopóki żyję o!

gdzieś za głębokim morzem
za pustym kosmosem
istnieje niewielki orzech
Absolut

tylko ja bez imienia
widziałem Go we śnie
nadal nic się nie zmienia
już były objawienia
Pana z Brodą

w środku orzecha
ujrzałem prędkość światła
„c” się uśmiecha-
-ło do mojego echa
Jestem Tobą wiedziałem
potem znikałem

Opublikowano art | Otagowano , , , , , , | Skomentuj

Sacrum poszło z dymem

siatka i napis
zrywka drzewa nie wchodzić
warkot pił

wielkie sosny padają -
- wieże z klocków

jeszcze wczoraj dotykałem szorstkich pni
o ciepłej i wilgotnej korze
deszcz padał a ja przytulałem się do drzew
później kreśliłem znak krzyża
błogosławieństwo na korze
zamiast na sobie

dzisiaj z osiemdziesięcioletnich sosen
zostaną sękate pnie
drewno pójdzie na trumny meble z Ikei papier
moje znaki zostaną ścięte

ludzie w kaskach trzymają maszyny w dłoniach
świętokradcy

po kilku dniach
nie pozostał ani kikut
poorane pole
pnie płaczące żywicą

złamane błogosławieństwa zwożą do zakładów
nocą drwale palą ogniska -

Opublikowano art | Otagowano , , , , | 5 komentarzy

Jestem

Druga wersja opowieści o różowej chmurze

jestem różową chmurą lękiem mojego Świata
jam częścią snów koszmarnych Człowieka co nim włada
jestem częścią jego snu – koszmaru którym żyje
płaczę czerwonym deszczem wina które wiąż pije
nie wiedząc o tym myśląc że pije krew swego Boga
wraz z którą niknie i gaśnie Różowej Chmury trwoga

nie jestem wcale śmieszna myślą swą mnie dotyka
jak ręką płomień świecy ja parzę strach nie znika
lęk co wyrywa ze snu twarz spocona drżenie rąk
światło świtu dalekie ja strachem koszmarnych mąk
byłam kiedyś radością dziś nie mam twarzy jak duch
lepka jestem i zimna i wzrok zakrywam a słuch

łowi jęk w środku nocy to me błaganie o śmierć
wiatr niech przyjdzie rozwieje bo nie chcę istnienia nieść
winnego dla winnego daru mojego płaczu
ani męki niczyjej ani niczyjej rozpaczy

wietrze przyjdź zgaś jak świecę zawieś na stryczku swoim
bym nie różowa była lecz czarna a płaczem moim
dawała deszcz

lecz nie wiem już Człowieku
czy tego chcesz

Opublikowano art | Otagowano , , , , | 4 komentarzy